15.02.2015

[Kagerou Daze V -deceiving-] Yobanashi Deceive 5

Ósmy rozdział piątego tomu.

Zamiast dzielić rozdział na trzy części, zamieściłam od razu cały.
Co do pierwszego obrazka, to nie było w angielskim tłumaczeniu, ale był w chińskim w tym właśnie miejscu, więc tak go wkleiłam.
Wielkie podziękowania idą do Jinja-Temple, którzy stworzyli napisy do anime! Szlifowanie tekstu poszło jeszcze szybciej!

 Angielskie tłumaczenie: pocha [część pierwsza, druga, trzecia]

Masterpost noweli



Noc się zbliżała.

Za oknem powoli chowająca się za prostokątnymi budynkami tarcza słońca znikła w mgnieniu oka, zostawiając po sobie jedynie nikłą poświatę.
Domy skąpane w pomarańczowym blasku zaczęły przybierać ciemne barwy zmroku. Nic nie mogło powstrzymać nadejścia nocy.
I rzeczywiście tak było. Zasady panujące na tym świecie nigdy nie miały na względzie uczuć innych.
I, co było rzeczą oczywistą, czasu nie można było cofnąć ani przyspieszyć. Nieważne kto zginie czy będzie dalej żył - jedyne, co będzie zmierzać w tym samym tempie, jest ten świat.
Patrząc przez okno w roztargnionym oszołomieniu, prawdziwość tego jakże naturalnego zjawiska uderzyła mnie jak nigdy.

Wciąż leżąc, przesunąłem wzrok od okna ku wnętrzu pokoju.
W polu widzenia znalazł się regał na książki; na nim równo ułożone stały opowieści o herosach, których od dłuższego czasu nie brałem do ręki.
Wróciłem myślami do bohaterów, którzy w tych historiach dokonywali niesamowitych czynów. Kiedy to ostatni raz bawiliśmy się w takie zabawy?
I kiedy to był ostatni raz, gdy to biegaliśmy w kółko udając członków tajnej organizacji?

Im dłużej patrzyłem wstecz, tym bardziej uświadamiałem sobie, ile to rzeczy wydarzyło się w ciągu kilku lat.
Marzyliśmy o tym, by pójść do szkoły, ale nie mogliśmy się dostosować, a ostatecznie wszystkie starania poszły na marne. W tamtym czasie cała nasza trójka zawiedziona płakała całą noc.
Czuliśmy się winni - na nic się nie przydały przybory szkolne, książki czy mundurki, które kupili nam Mama i Tata.
To było naprawdę przygnębiające. Nawet jeśli nam mówili "Dajcie z siebie wszystko!", nie byliśmy w stanie odwdzięczyć się tym samym.

Było to też mniej więcej wtedy, gdy Seto nie mógł już dłużej znieść swej mocy i chciał opuścić miasto.
Ponieważ nagle wybiegł z domu i nie wrócił do wieczora, my wszyscy martwiliśmy się o to, że coś mogło mu się stać.
Wszyscy ruszyliśmy go szukać, ale tak naprawdę najtrudniejszym zadaniem było uspokojenie Nee-chan, która wybuchnęła płaczem w środku poszukiwań.
Seto wrócił następnego dnia, a pierwsze słowa, jakie wypowiedział, to "Spotkałem przeuroczą dziewczynę". W tamtej chwili byłem bardziej zaskoczony niż zły.
Później pewnie zlała go Kido, ale od tamtego czasu moc u Seto o wiele rzadziej pojawiała się sama z siebie.
Może to dzięki "przeuroczej dziewczynie", którą spotkał w pewnym lesie.
Wyglądało też na to, że ostatnio bardzo się zbliżyli do siebie, ale nadal bał się nam ją przedstawić, przez co nabierałem podejrzeń, że musiały stać za tym jakieś powody.

Kido też stała się milsza niż wcześniej i w pewnym stopniu potrafiła również zapanować nad swoją mocą.
Z dumą opowiadała, jak to "Udało mi się ją rozpracować", ale serio było trochę kłopotliwe to, że Kido potrafiła pojawiać się i znikać jak tylko chciała.
Wciąż pamiętałem, jak serce mi się niemal zatrzymało, gdy z Seto rozmawiałem o... pewnych rzeczach... i nagle obok usłyszeliśmy jej głos "Co to w ogóle ma znaczyć?".

A przy okazji - "problem z keigo", który tak często doprowadzał do kłótni między Kido i Seto, również zakończył się dzięki wielkiemu wysiłkowi ze strony Seto.
Okazało się, że Kido nie lubiła uprzejmej mowy z tego powodu, że jej poprzednia rodzina często krytycznie wyrażała się o niej właśnie w ten sposób, stąd też jej zasadą stało się "Przyjaciele nie powinni używać między sobą keigo".
Jak tylko Kido nam to wyjaśniła, Seto postanowił pozbyć się swego przyzwyczajenia. Z jakiegoś powodu zaowocowało to u niego dziwnym sposobem mówienia*.
Ostatnio nawet do tego się przyzwyczaiłem, ale wywoływało to we mnie przygnębienie.

Ale w końcu to wystarczyło, by między nimi się poprawiło, nie?
Oboje chcieli się zmienić, i im się ta sztuka udała.

To było możliwe... Jedynie ja z całej trójki się nie zmieniłem, a jedynym, który nawet nie pomyślał o zmianie... byłem ja, leżący bezczynnie pośrodku pokoju.
Wcześniej też tak robiłem - siedziałem w pokoju, przebąkiwałem cały dzień, spędzając czas jedynie na myśleniu o wszystkim i niczym.

Aż Mama... Nie, aż "rodzona matka" umarła.
Wtedy naprawdę myślałem, że resztę życia spędzę z poczuciem, jakbym był zawieszony w letniej wodzie.
Nigdy wcześniej nie pomyślałem o czymś takim jak "szczęście".

A co się wtedy zdarzyło?
Pokochali mnie nowi rodzice, pokochała mnie starsza siostra, i każdy dzień spędzałem z uśmiechem.
To było niemal niewiarygodne. Przy całym moim wysiłku, świat do mnie powiedział "bądź szczęśliwy".

Aż do zeszłego miesiąca.
Aż do chwili, w której "matka, która mnie wychowywała", Ayaka-san, zmarła. Aż do tego momentu jak głupi w to wierzyłem.

- ...Dlaczego musiało się to tak skończyć? - nie mogłem się powstrzymać od użalania się.

Użalałbym się nad własnym losem już dawno temu, gdyby tylko świat miał uszy.
...Nie. Gdyby świat je miał, to bym się nie użalał. W takim przypadku zmiażdżyłbym je na miazgę.
Gdyby świat był zdolny do "myślenia", wycisnąłbym z niego ostatnie soki i zrównałbym go z ziemią.

Im dłużej o tym myślałem, tym coraz bardziej wypełniała mnie taka złość, że najchętniej bym się na kimś wyżył.
Co myśmy zrobili nie tak?
Przyjmowaliśmy wszystko, co świat miał nam do podarowania, przełykaliśmy łzy w odpowiedzi na niesprawiedliwość, dusiliśmy w sobie żale wobec niedorzeczności, a gdy myśleliśmy, że wreszcie szczęście się do nas uśmiechnęło... Stało się zupełnie inaczej.

Dlaczego to wszystko zostało nam z taką łatwością odebrane?
Czyżby istota  zwana "światem" nie pozwalała nam nawet na odrobinę szczęścia?
Kto...? Kto stworzył ten okropny, beznadziejny świat...?

- ...Co cię tak gryzie?
Podskoczyłem na dźwięk niespodziewanego głosu. Podniosłem wzrok i zobaczyłem Kido ubraną na sportowo i patrzącą na mnie z góry.
Jej włosy, niegdyś krótkie i w nieładzie, teraz sięgały jej do ramion, przez co bardziej wyglądała na dziewczynę, lecz jej chłodne spojrzenie pozostało niezmienne.

- B-byłaś tu?
Jak długo ona mnie obserwowała? Nie mogłem być tego pewien, zwłaszcza znając moce Kido.

- Co z tobą? Wyglądasz na niepocieszonego.
Choć jej twarz była wciąż bez wyrazu, widocznie musiała się o mnie martwić.
A gdy to zauważyłem, pospiesznie wdziałem "uśmiech" na swą twarz.

- Nic a nic! Skąd ci to przyszło do głowy? Jestem pełen życia i energii~ Ach, martwiłaś się o mnie, bo zasnąłem sam, bez ciebie? Kido~ jakie to urocze... Ouch!
Powiedziałem z bezczelnym uśmiechem, który nagle zapoznał się z pięścią Kido.

- ...Czyli jednak płakałeś. Kłamca.
Słowa Kido mnie uświadomiły.
Przybrany "uśmiech" został zdarty z mej twarzy - ból przełamał mą moc oszukiwania.

- Uu...
Co tak naprawdę sprawiło, że taki wyraz twarzy krył się pod uśmiechniętą maską?
Przyłapany na gorącym uczynku od razu spuściłem głowę.

- N-nie, to nie tak! Wcale nie płakałem! W życiu, znaczy się...
Że też taka drobnostka była w stanie rozproszyć mą moc... Nie była ona specjalnie użyteczna wtedy, gdy jej potrzebowałem.
Nawet gdy ukradkowo starałem się wytrzeć łzy, to był to nic nie znaczący gest. Nie zmieni to faktu, że ma strapiona mina została ujawniona.

- Idiota - westchnęła Kido, po czym przy mnie kucnęła.
- I-idiota... - gdy ja nie byłem w stanie odpowiedzieć, Kido odparła stanowczo.
- Nie musisz się zmuszać. To nie wyjdzie na dobre.
Kido miała rację. Zachowując się w ten sposób daję wszystkim do zrozumienia, żeby się o mnie martwili.

- ...Przepraszam. Mój błąd.
Nie mogłem niczego wymyślić na swoją obronę, więc po prostu ją przeprosiłem.

Przez cały ten miesiąc Kido również musiała strasznie cierpieć. Często też ją widziałem jak płakała.
Nie powinna ani jednej myśli poświęcić na zamartwianie się o mnie, a i tak ją do tego doprowadziłem. Prawdziwy ze mnie idiota.

- Ale niestety jesteś idiotą i nic nie da się z tym zrobić. Wybaczam ci.
Powiedziała cierpko Kido, ale jej słowa nieco mnie uspokoiły.

- Wciąż jednak będę cię tłuc.
...I z powrotem wróciły moje obawy. Nie było mi dane długo pożyć.

- Ahaha... A tak po za tym, to po co przyszłaś? Potrzebujesz mnie do czegoś?
- Ach, tak. Onee-chan mówiła, że obiad jest gotowy. Tata i Seto już czekają - mówiąc to wskazała w kierunku drzwi.
- Czyli wszyscy już wrócili!? Ułaa, sory, już tam idę!

Mówiąc to, wstałem z podłogi. Kido jedynie burknęła cicho i też się podniosła, mrucząc "Same z nim problemy".
I zgadzałem się z tym. Sam też tak myślałem. I choć słowa Kido były okrutne, dało się wyczuć kryjącą się w nich łagodność.
Ach... W jakim to ja tkwiłem nieporozumieniu? Nadal otaczało mnie szczęście.
Inaczej niż gdy byłem sam jeden. Czyż nie byli przy mnie ci, którzy mnie bili i byli dla mnie mili?

Powinienem dalej żyć. Powinienem być szczęśliwy.
Bo gdybym był nieszczęśliwy, to reszta rodziny również byłaby nieszczęśliwa.
...Właśnie tak. Jak mogłem światu na to pozwolić? Powinienem przetrwać, po to by wciąż żyć, po to by roześmiać się mu w twarz własnym szczęściem.

- A co będzie dziś na obiad~? Oby było to w końcu coś jadalnego.
- Powinno być dobre. Choć pachniało dość dziwnie.
- Serio...? Ach, ale ja nie mam co narzekać, zwłaszcza że sam nie umiem gotować. Kido jest taka dobra w przyrządzaniu posiłków, byłoby miło gdybyś czasem coś ugotowała~ A, tylko żartowałem...
- To nie tak, że nie podobał mi się ten pomysł, tyle że nic nie dało się zrobić. Onee-chan sama chciała go przygotować i nic do niej nie docierało.

Pogrążeni w rozmowie zmierzaliśmy do stołu, przy którym zebrała się cała nasza rodzina.
...I tak jak myślałem, zdarzały się lepsze posiłki, ale był to też pierwszy dzień od dłuższego czasu, w którym mogłem zdobyć się na śmiech razem z członkami rodziny.




Wiosna.
Wybrałem się do małego parku położonego niedaleko domu. Siostra rano poprosiła mnie, żebym tu przyszedł, bo móc ze mną o czymś porozmawiać.
Rozejrzałem się po parku i po rozsianym sprzęcie zabawowym, wybierając w końcu huśtawki. Usiadłem na jednej z nich i uniosłem głowę, by bez żadnego celu patrzeć w niebo.

Powoli przyzwyczaiłem się do jej mówienia różnych dziwnych rzeczy. Nie... teraz to chociaż przynajmniej powiedziała co ode mnie chciała.
Raz na przykład powiedziała "Chodźcie, zrobimy coś ciekawego" i skończyło się tak, że w środku nocy szukaliśmy na dworze owadów do złapania.
"Rozmowa w parku" wydawała się być o wiele łatwiejszym zadaniem. Brzmiało to tak, jakby była to tylko rozmowa, nic więcej.

Ale... dlaczego to było tak ważne, że kazała mi iść do tego parku? To raczej nie było nic, co by można było przedyskutować wszędzie.
Właściwie, to ona ostatnio nawet chodziła jakaś smutna.
Zazwyczaj moja siostra była osobą, którą można nazwać Radosną przez wielkie R. Jeśli coś mogłoby ją tak zasmucić, to pewnie o tym właśnie chciała ze mną porozmawiać.

Może nie jest w stanie poradzić sobie z obowiązkami od kiedy poszła ona do liceum. Czy to było to...?
...Raczej nie. Gdyby to było coś ze szkoły, to nie miałaby powodu ze mną rozmawiać. Tata w takich rzeczach był o wiele lepszy.
To może było było to coś ze szkoły, ale nic związanego z nauką. Na przykład...

- ...Miłość...?

To była tylko jedna myśl, ale czułem, jak rosło we mnie oburzenie.
Nie nie, nie ma mowy, ona by tego nie mogła zrobić. Ona wyrosła na mangach shonen i opowieściach o bohaterach tokusatsu. W życiu by nie spróbowała czegoś tak zalatującego shoujo. To niemożliwe. Właśnie. To nie do pomyślenia...

- To niemożliwe, nie!?
Nagle wstałem z huśtawki, a łańcuchy z siedzeniem zagrzechotały głośno.

Nie, znaczy się - siostra może wybrać sobie kogo tylko chce, a ja nie miałem w tej sprawie nic do powiedzenia... Ale, jeśli naprawdę miała kogoś, kogo lubi... To co wtedy?
A co, jeśli ten on byłby typem spod ciemnej gwiazdy z niecnymi zamiarami?

...Wtedy poleje się krew.
Tak, cała rodzina by się zebrała i stłukłaby go na krwawą miazgę.
Gdyby Tata się dowiedział, zwłaszcza on... Sceny, które by się rozpętały, można było określić jedynie jako "piekielne".
Może gdyby Tata z nim skończył, nie zostałby nawet ślad istnienia nieszczęśnika na tym świecie. Oczywiście ja też bym w tym pomógł.

Ale...
Gdyby moja siostra naprawdę kogoś lubiła i chciała o tym z kimś pogadać...
Gdyby porozmawiała z Seto, ten tylko by się zarumienił, zaciął się i tyle by było z jego pomocy. Kido pewnie by też nie wiedziała co powiedzieć.
Taty nawet by nie brała pod uwagę, co oznacza, że ze wszystkich członków rodziny...

- ...Zostałem tylko ja. Hmm...
Choć wcześniej ta myśl przypadkowo wpadła mi do głowy, teraz wydawała się dziwnie bliska prawdzie.

Słyszałem, że w liceum dziewczyny zwykle mają po jednym czy dwóch chłopaków albo coś podobnego... Nie, zaraz, w tym nie ma nic do śmiechu. Jednego czy dwóch? Na żadnego nie pozwolę.
Ale jedno jest pewne - jeśli moja siostra przyleci i rzuci "Zakochałam się~", to nie byłbym w sumie jakoś szczególnie zaskoczony.

A właśnie, mówiła, że ostatnio bardzo się z kimś zaprzyjaźniła.
Jeśli dobrze pamiętam, to w zeszłym roku poszedł też na szkolny festiwal z tą dziwną strzelanką.
A nawet ich obu umieścili w tej samej klasie w liceum.
Co oznacza...

- ...Że niby on...?

Nawet jeśli to tylko wyimaginowany wróg, którego sam sobie wymyśliłem, wciąż rozważałem taką możliwość.
Jeśli dotknie on Nee-chan, ja...

- Przepraszam~ Spóźniłam się~!

Wraz z pełnym entuzjazmu głosem, pojawiła się moja siostra ubrana w swój zimowy mundurek. Choć wciąż nosiła charakterystyczny szalik zawiązany wokół jej szyi, stała się licealistką, nim zdążyłem zauważyć.
Na chwilę porzuciłem wcześniejsze domysły na później i rzuciłem do niej.

- Co się stało, Nee-chan? Nie trzeba było biec.
- Nie~ Czuję się okropnie, że tak długo czekałeś!
Zarumieniła się zakłopotana i zaśmiała się lekko.

Jej typowa niewinność niespecjalnie się zmieniła przez lata, ale naprawdę sporo dojrzała w szkole średniej. Nie można było tego powiedzieć o rodzinie, ale uważałem, że taka dziewczyna to prawdziwy skarb.

- I jeszcze przepraszam, że tak nagle cię tu ściągnęłam~
- Nie szkodzi~ Ty zawsze taka jesteś. Więc, o czym chciałaś..?
- Ach, em. Ee...

Spytałem się jej, ale nie była skora do odpowiedzi. Czekałem cierpliwie, lecz nie zaczęła mówić, a nawet się zasmuciła.

- C-coś nie tak?
- N-nie, po prostu... nie tak łatwo to powiedzieć. Od czego by tu zacząć~?

Chociaż próbowała wyjawić szczegóły, to temat, który chciała poruszyć, musiał szczególnie ją trapić.
Pomysł, który porzuciłem wcześniej, po raz kolejny przyszedł mi do głowy.

- T-to jest coś ważnego?
Niespokojny zastanawiałem się, czy to aby na pewno nie jest romans, ale siostra wreszcie się przemogła, i zaczęła powoli.

- ...Nie... To... jest... o Mamie... i o tym, dlaczego zginęła.
- Co?

Zmierzony z tematem całkowicie odmiennym od tego, na który byłem przygotowany, niechcący krzyknąłem zaskoczony.

- Pamiętasz, jak powiedzieli, że Mama umarła w osunięciu skalnym? - siostra spytała się, spuściwszy wzrok.

Moja nowa mama... Ayaka-san... była archeologiem badającym różne kultury.
Z powodu dość niecodziennego zawodu rzadko bywała w domu, zazwyczaj mogła pracować niemal wszędzie.
Nawet tamtego dnia razem wyszła razem z Tatą...

- Poszli tamtego dnia na jakieś badania, nie? A przynajmniej tak słyszałem...
- Mm, to prawda... Ach, a możemy usiąść? Jeszcze nie wychodziłam tych butów. - Powiedziała, delikatnie przyciskając nogą na nosek drugiego mokasyna.
Usiedliśmy razem na ławce niedaleko i ponownie zaczęła mówić.

- To... - powiedziała, wyciągając ze swojej torby notatnik.
Nie wyglądał na stary, ale, być może dlatego, że był już cały zapisany, miał lekko pozaginane rogi.
Na okładce został zapisany starannym pismem tytuł "Notatki badawcze dotyczące "potwora"".

- Czym niby jest ten "potwór"? ...A to nie Mamy notatnik? To dlaczego...
Sięgałem po niego ręką, lecz siostra nagle szybko zabrała notatnik.

- Ułaa...! C-czemu? Nie mogę zajrzeć?
- P-poczekaj chwilę! ...Przepraszam...

Siostra mocno przyciskała notatnik do piersi. Uważnie jej się przyglądając, zauważyłem, że dygotała lekko, a łzy zbierały się jej w kącikach oczu. Jakby na to nie spojrzeć, coś tu było nie tak.

- Coś się stało? Nie czujesz się na siłach...?
Klepnąłem ją po plecach, lecz wyrzuciła z siebie jedynie marne przeprosiny.

- Nie kiedy ja... Po prostu... Boję się troszeczkę...

Jej wahanie jeszcze bardziej zbiło mnie z tropu. Czy treści zapisane w notatniku były naprawdę przerażające?
W tytule zostały nawet zawarte poważnie brzmiące słowa "Dotyczące "Potwora"", więc... taka możliwość była bardzo prawdopodobna.

Siostra wzięła trzy głębokie wdechy na uspokojenie, nim ponownie zaczęła.

- Przepraszam, że cię tak zamartwiam... Ja... chciałam, by Shuuya zobaczył, co znajduje się w notatniku. ...Ale przed tym, czy mnie wysłuchasz?
Mówiąc to patrzyła mi prosto w oczy, czułem niezachwianą pewność w jej spojrzeniu.

- Oczywiście! Wysłucham wszystkiego, co masz do powiedzenia!
Po usłyszeniu mej odpowiedzi podziękowała cicho z zasmuconą miną, nim wróciła do tematu.

- Shuuya, pamiętasz? Zabawę w tajną organizację, w którą graliśmy, jak byliśmy mali?
- Pamiętam. Ta, w której biegaliśmy z kapturami, tak? Nazywała się...
- ..."Mekakushi Dan".

Nim zdążyłem pomyśleć, nazwa niosąca tyle wspomnień wyszła z ust mej siostry.
Racja. Zawsze kiedy się bawiliśmy w udawanie, to zawsze była to "Tajna organiacja: Mekakushi Dan".

- Wasze "moce oczu" były sekretem trzymanym tylko między naszą czwórką, nie? Organizacja ukrywająca oczy... Teraz ta nazwa wydaje się troszkę głupia - wyglądała na zawstydzoną.
Może to i prawda. Jakby na to nie spojrzeć, ta nazwa nie wydawała się zbyt wyszukana.

...Ale... lubiłem ją.
Nigdy nie pomyślałbym tak o tym aż do teraz, ale poprzez zabawę, poprzez założenie "tajnej organizacji", moja siostra chciała pomóc nam ukryć nasze "oczy", które byłem źródłem strachu i nienawiści.
Nazywając siebie dowódcą, dając nam bluzy, pod kapturami których mogliśmy schować swe "oczy", pomagając nam się uśmiechnąć... to wszystko dzięki niej.

Ale dlaczego ona o tym teraz wspomniała? Wciąż nie rozumiałem o co chodzi w tej dyskusji.

- Dlaczego o tym rozmawiamy? Czy to coś ma do tego, o czym chciałaś ze mną porozmawiać?
- ...Mm-hm.
Wzięła kolejny głęboki oddech, i zaczęła powoli.

- Mama... ona wiedziała o "mocach oczu" od samego początku. Nawet wiedziała o tym, ile kłopotów wam to przysporzyło.
- Haa!? M-mówisz poważnie? A tak próbowaliśmy to ukryć! To dlatego nas nie wyrzucili...!
- Wiem, wiem. Ale... tego, że Mama chciała uchronić wszystkich przed "mocą węży"... tego... nawet nie wiedziałam...

Łzy zaczęły spływać po jej policzkach jak mówiła, kropiąc suchą ziemię. Nie ścierała swych łez, a jedynie trzymała się mocno notatnika i pociągała nosem.
- Robi się coraz gorzej i gorzej... Co mam robić... możecie wszyscy zginąć..!

Byłem... całkiem bezsilny.
Nie byłem w stanie nic powiedzieć, nawet łkającej siostrze.
Nie mogłem nawet zrozumieć nagłej prawdy stojącej przed mymi oczami.
To prawda. Nie wiedziałem nic a nic.
O nędznej istocie zwanej "potworem", o "klątwie" spoczywającej w naszych ciałach, z Tatą włącznie...

I od tamtej chwili, otaczająca nas ostatnia cząstka "szczęścia" zaczęła nieodwracalnie się rozpadać.




- ...Najwyraźniej "Clear-eyed Snake"* siedzący w Tacie naprawdę chce spełnić jego życzenie.

- Życzenie...

- Tak. Życzenie Taty, by "znów zobaczyć się z Mamą".

- T-to w ogóle możliwe?

- O ile stworzy się potwora w "tym świecie", to tak. Moglibyśmy wtedy spotkać się z tymi, którzy zostali połknięci przez "tamten świat"...

- A to nie jest wspaniałe? Też powinniśmy pomóc...!

- Nie!!

- Hę...?

- By stworzyć potwora, w jednym miejscu muszą być zebrane wszystkie węże jak i ich "nosiciele".  By zebrać węże, muszą połączyć się w jedno... Co oznacza...

- Mówisz o naszych...?

- Ja... też chcę zobaczyć się z Mamą... Ale jeśli to oznacza że wszyscy mają zginąć, to nie do pomyślenia...!

- Nee-chan...

- ...Bo Mama... do samego końca myślała o wszystkich. Nie mogę na to pozwolić...!




- Twój senpai... i tamci też?

- Tak, Shuuya, spotkałeś ich w szkole, nie? Takane i Harukę... Wąż chce sprowadzić węże z tamtego świata na ten, by umieścić je w ich ciałach. I pewnie chce, by zostali połknięci przez tamten świat.

- A to nie jest morderstwo!? ...A-ale policja na to nie pozwoli, nie?

- Wtedy, gdy chodziłeś za mnie do szkoły, przeprowadziłam śledztwo. Ten wąż wykorzystał ciało Taty do wielu strasznych rzeczy... i do tego zebrał mnóstwo pieniędzy. Szpitale, szkoły, policja... a nawet... bardzo źli ludzie pomagają wężowi.

- J-jak to...

- Powiedz, Shuuya... Myślałam, czy by nie spróbować porozmawiać z tym wężem. Raczej nie będzie innego sposobu...

- Że co!? Niemożliwe, nie ma mowy! Brzmi to tak, jakby mógł zabić każdego, kogo by chciał!! Po co chciałby w ogóle z nami rozmawiać...!

- Tak myślisz? Ale wiesz, głupiutka ze mnie dziewczyna, może straci czujność i zechce ze mną pogadać?
- Nie żartuj sobie! Jeśli ciebie zabraknie, my...

- O czym ty mówisz? Oczywiście, że zawsze~ będziemy razem, wiesz? Więc nie płacz, dobrze?

- Ale... ja nie chcę... żyć w świecie, w którym ciebie nie ma...!

- Mówiłam, że wszystko będzie dobrze, Shuuya. Pamiętaj, jestem przywódcą Mekakushi Dan! Wróg nawet nie dorasta mi do pięt! Dlatego, Shuuya...

Nie nienawidź świata, dobrze? Jestem pewna... że wszyscy będą mogli żyć szczęśliwi.

 


- Nee-chan, nie!!
Wybiegłem, wcześniej otwierając na oścież drzwi.

Czarne włosy mej siostry tańczyły na wieczornym wietrze podczas gdy stała na skraju dachu.
Jej sylwetka otoczona była jasnopomarańczową poświatą, tak nierealną, jakby zaraz miała się rozpłynąć.

- Shuuya...!
Zawołała me imię ze strachem w oczach.

- N-nie mów takich głupot... Przecież obiecałaś... Nie mówiłaś, że zawsze będziemy razem?!
Po usłyszeniu mych słów poczucie winy zagościło na jej twarzy, lecz nie kiwnęła głową.

- ...Wiem, że ten nie wypali... Nie będzie potrzeby kontynuowania planu. Dla senpaia, dla rodziny... Nie będzie potrzeby ich zabijać, nie? - powiedziała wpatrując się w niebo, rozświetlony blaskiem zachodzącego słońca.
Jeśli weźmie jeszcze jeden krok, jej ciało bez wątpienia spadnie swobodnie ku ziemi.

- Nie rób tego!! Nee-chan!!
Krzyczałem z całych sił, lecz siostra nie odwróciła się, nawet nie spojrzała się za siebie.

- To... to właśnie połyka każdego, kto już jest martwy, nie?
Jej głos ucichł i coś przypominającego wielką czarną mgłę mieniło się przed jej oczami.

Widziałem już to wcześniej. Największą "rozpacz" na tym świecie.
Czułem, jakbym mógł oszaleć w każdej chwili.
Prosiłem w głębi mego serca, aby nigdy nie nadeszła kolejna chwila. Błagałem, by ten podły świat się zatrzymał.
Proszę, niech ktoś nas uratuje. Nee-chan, nas obu - proszę.

- Wybacz mi, Shuuya. Wyszło na to, że nie jestem wcale taka fajna. Ja się troszkę... boję...
Na sam koniec, wyrzekła te słowa ze łzami w oczach.

Choćbym do niej pobiegł, nie udałoby mi się to.
Ciało siostry zawisło bezsilnie w powietrzu, i gdy znikła z mych oczu, coś w mej głowie roztrzaskało się z głośnym chrupnięciem.

- Heh, nigdy bym nie pomyślał, że do czegoś takiego dojdzie. Im więcej o tym myślę, tym bardziej... jestem zaskoczony takim obrotem spraw.

- ...Zabiję cię.

- Hej, sam dobrze o tym wiesz, czyż nie? To ja utrzymywałem twojego kochanego Tatuśka przy życiu. Więc nie mów mi tu o zabijaniu i innych bzdurach. ...Choć muszę przyznać, przez tę dziewczynę cały plan poszedł z dymem. Jeśli nie uda się zebrać wszystkich węży po tej stronie, to nie można też wskrzesić jego żony. Co by tu zrobić...

- Nic nie rób...! Ale... oddaj przynajmniej ojca...!

- Głupcze. Skoro plan zawiódł, zawsze mogę zacząć od nowa. Od samego początku... Ach, tak, ty, czemu nie pójdziesz poudawać jej "zwłok"? Dobry jesteś w takich rzeczach, nie? Upewnij się, że ktoś cię znajdzie. Nie obchodzi mnie kto - dzięki moim znajomościom każdy uzna to za samobójstwo. Byłby pewien problem, gdyby uznano ją za zaginioną.

- ... O czym ty w ogóle... śmiesz mówić...?!

- Nie zrozum mnie źle. Ty, twoja rodzina... żyjecie tylko dlatego, że ja wam na to pozwalam. Chyba że cię ucieszy widok rodzinki skąpanej we własnej krwi? Mylę się, czyż nie?

- Uu... Ja...

- Twoja moc jest wciąż całkiem użyteczna. Póki będziesz się mnie słuchał, nie zrobię ci większej krzywdy. ...Lecz słuchaj uważnie. Cokolwiek nie zrobisz, przeznaczenia i tak nie zmienisz. Jeśli nie życzysz sobie widoku zmasakrowanej rodzinki, to lepiej za mną nadążaj.

- Szlag by to... Szlag!

- Wy wszyscy jesteście jedynie moimi pionkami. Nigdy o tym nie zapomnij, chłopcze.



* Seto zaczął używać końcówki -ssu, która jest skróconą wersją uprzejmej formy -desu/masu. Właściwie jest na nadal forma bardziej uprzejma od zwykłej, ale nikt w rodzinie Kido nie zwracał się do niej w ten sposób.

* Clear-eyed Snake, Snake of Clearing Eyes, Wide-Open Eyes Snake, Wide-Awake Snake, Wide-Eyed Snake itp. (jap. 目が冴えるの蛇 - Me ga Saeru no Hebi) Nazwa stworzenia może mieć różne znaczenia. Jednym z nich jest "całkowicie wybudzony, nie mogący spać", a inne, podobne to "w pełni świadomy i czujny". Kolejne, jeszcze ciekawsze to "opanować (umiejętność); przewyższać/prześcigać (w danej dziedzinie); wykonać z łatwością". (źródło)

I ciekawostka - jak Wąż gadał po japońsku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz wyraża więcej niż 1000 wyświetleń - napisz coś!